Cena życia strażaka, czyli jak ubezpieczyciel „leczy” z empatii

Zapewne niektórzy czytelnicy pamiętają pytanie z egzaminu brokerskiego dotyczące NW strażaka OSP (czy jest ubezpieczeniem obowiązkowym zawieranym przez samorządy gminne?). Odpowiedź na tak zadane pytanie wydaje się być oczywista. Skoro jest przepis nakazujący jego zawarcie to jest ubezpieczeniem obowiązkowym. Niestety regulacja prawna tego ubezpieczenia już taka oczywista nie jest. Po pierwsze nie wiemy nawet czy ubezpieczenie to możemy nazwać obowiązkowym, skoro ustawodawca za obowiązkowe (art 3) uznaje tylko ubezpieczenie OC i ubezpieczenia mienia (prof Orlicki nazywa je „pozornie obowiązkowym”). Po drugie nie wiemy czy i w jakim zakresie ubezpieczenia tego dotyczą pozostałe przepisy ustawy (np. art 4 ust 4, czy art 98 ust.2 pkt 2)). A ten ostatni przepis decyduje na przykład o tym czy UFG będzie wypłacał odszkodowania z tego ubezpieczenia w razie upadłości ubezpieczyciela. Wprawdzie firma Compensa S.A. (bo o nią to chodzi w niniejszym felietonie) chwali się na swoich stronach dobrymi wynikami finansowymi jednak fakt, że nie płaci odszkodowań strażakom bardzo źle wróży. Gdyby się okazało, że upadnie nie ma nawet co liczyć na UFG.

Na szczęście firma Compensa nie jest wiodącym ubezpieczycielem w zakresie produktu NW Strażaka Ochotniczej Straży Pożarnej. Nie jest i na pewno nigdy nim nie będzie, a przynajmniej… nie powinna być. Bo tak jak strażak przyrzeka narażać życie ratując innych, tak ubezpieczyciel biorąc składkę przyrzeka, że jak coś się stanie, to wypłaci odszkodowanie. Jeśli strażak się boi i nie wypełnia przyrzeczenia przestaje być strażakiem, gdy ubezpieczyciel nie płaci… trzeba go omijać szerokim łukiem!

Skąd taka gorzka konstatacja? Cała sprawa dotyczy Pana Sławomira Nocunia z OSP Michałów. Został on wezwany dnia 11 września (nomen omen) 2025 roku do interwencji jako dowódca drużyny. Interwencja dotyczyła zgłoszenia z Zagajowa, którego to mieszkańcy wezwali pomoc do usunięcia gniazda agresywnych owadów „błonoskrzydłych” (chodziło o osy). Tydzień później, 19 września Sławomir Nocuń zmarł w szpitalu w wyniku wstrząsu anafilaktycznego po użądleniu przez osy. Dla rodziny – niewyobrażalna tragedia. Dla ubezpieczyciela – Compensa TU S.A. – kolejny koszt, na który ubezpieczyciel zawsze patrzy podejrzliwie.

Algorytmy sztucznej inteligencji szybko podpowiedziały ubezpieczycielowi, że podobny przypadek miał miejsce w Tczewie, gdzie poszkodowanego również pożądliły osy. Sąd Rejonowy w Tczewie – I Wydział Cywilny, dnia 8 grudnia 2021 r. (sygn. I C 846/20) wydał wyrok oddający roszczenie poszkodowanego. W odróżnieniu jednak od naszego przypadku poszkodowany miał tu wcześniejszą (choć niepełną) wiedzę o reakcjach alergicznych swojego organizmu. Poszkodowany kilkakrotnie zgłaszał się do podmiotów leczniczych z tym problemem (opuchlizny). Wprawdzie nie skierowano go na odpowiednie leczenie, jednak choroba była stwierdzona i sąd oparł się na tym fakcie stwierdzając, że odszkodowanie się nie należy z NW. W innych dużo liczniejszych przypadkach podobnych spraw sądowych wyroki były zupełnie odmienne, to jest uznające wstrząs anafilaktyczny za wypadek o charakterze zewnętrznym objętym definicją nieszczęśliwego wypadku (tak: Sąd Okręgowy w Gdańsku sygn. akt: C 596/16; Sąd Rejonowy w Kwidzynie, syn. I C 697/16; Sąd Apelacyjny w Gdańsku, sygn. I ACa 976/17″).

Z ogólnoludzkiej perspektywy decyzja odmowna ubezpieczyciela budzi krew w żyłach każdego, kto wierzy w elementarną sprawiedliwość. Compensa arbitralnie uznała, że śmierć strażaka na służbie nie była „nieszczęśliwym wypadkiem”. Bo – zdaniem wynajętej przez nich „zaocznej komisji lekarskiej” – reakcja alergiczna to „stan chorobowy”, czyli czynnik wewnętrzny. Według tej pokrętnej logiki, osa, która wbiła żądło w ciało ratownika, była jedynie nieistotnym tłem dla rzekomej „choroby” drzemiącej w organizmie skądinąd zdrowego dotąd mężczyzny. Compensa nie udowodniła jednak, że cokolwiek wcześniej wskazywało na istnienie takiej choroby. Co więcej Sławomir Nocuń przechodził całkiem niedawno rozszerzone badania, gdyż ubiegał się o dodatkowe zatrudnienie w służbie więziennej. Badania te nie wykazały jakiejkolwiek alergii.

Ta szkoda to również policzek wymierzony wszystkim strażakom ochotnikom. Czy strażak, idąc w ogień, ma wcześniej przedstawić certyfikat, że jego organizm jest odporny na każdą ewentualną reakcję biologiczną? Ubezpieczyciel twierdzi, że gdyby Nocuń nie był „obciążony alergią”, doznałby jedynie miejscowego zaczerwienienia. To tak, jakby odmówić wypłaty odszkodowania rodzinie strażaka, który zginął pod zawalonym stropem, twierdząc, że „gdyby miał mocniejszy kręgosłup, toby przeżył”.

Dla państwa polskiego, a przede wszystkim dla środowiska lokalnego Sławomir Nocuń to bohater, który oddał życie na posterunku. Dla Compensy to „przypadek kliniczny”, którego nie przewiduje ciasna definicja ubezpieczeniowa. Ubezpieczyciel zasłania się zapisem, że ubezpieczeniem nie są objęte szkody będące następstwem chorób, „nawet zaistniałych nagle”. Ale czy użądlenie przez osę podczas likwidacji jej gniazda to „choroba”? Rodzina zmarłego strażaka zamiast spokoju i należnego jej wsparcia finansowego otrzymała od ubezpieczyciela zaproszenie do drogi sądowej, (wcześniej skargi do KNF lub  do Rzecznika Finansowego). Zapewne gmina nie omieszka tego zrobić i wynik jest dość łatwy do przewidzenia. Pytanie tylko, gdzie schowają twarz ci, którzy tę akurat firmę reprezentują na lokalnym (i nie tylko) rynku ubezpieczeniowym? Byle nie w gniazdo os! No, aż tak źle nikt wam nie życzy!


Opublikowano

w

przez

Tagi:

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kategorie
Archiwa
Ostatnie wpisy

Newsletter – formularz zapisz się

 

Jeśli chcesz być informowany o nowych artykułach na blogu – zapisz się do newslettera